Z kapustą w staniku. Odcinek 2 Spanko

Czwarta nad ranem. Złoty wschód słońca oblał blaskiem zaspane miasto. Ptaki śpiewają jak szalone… Razi w oczy, drażni uszy. Carambola zmaga się z kamieniem Lukrecji, która po raz kolejny tej nocy życzyła sobie mleka. Ach te nocne karmienie! A potem płacz i na rękach mnie noś,najlepiej bez przerwy. Nocne życie matkipolki.

Carambola zbliża się na palcach do łóżeczka. Powoli próbuje dołożyć dziecko. Jeden fałszywy ruch i diabli wezmą całą tą operację. Powinni wykorzystywać małe dzieci w wojsku do treningu żołnierzy. Brak snu, ciągłe noszenie ciężarubez odkładania i nieustający płacz. O tak. Niejeden komandos by wymiękł.

baby holding human finger

Photo by Wayne Evans on Pexels.com

 Jeszcze chwila. Trzy centymetry do materaca. Udalo się ! Lukrecja leży pod kocykiem. Carambola wychodzi za próg sypialni, starannie omijając wszystkie skrzypiące klepki. Dopada do wc. Niestety nim strumień popłynie, słyszy płacz swojego rozkosznego malucha. A zapowiadało się tak pięknie. Chociaż kwadrans spania!

Niech mnie ktoś zastąpi! Niech mnie ktoś na tej warcie zmieni!

Tatko korzystając z letniej aury rozbił namiot pod blokiem. Trzeba przecież w jakiś sposób wyspać się do pracy. Rano Carambola zrzuca mu tylko na parking kanapki na śnidanie, świeże gacie i skarpetki.

Sen. Ach, kiedy to było, że człowiek potrafił spać ciurkiem 6 godzin? Co tu dużo mówić chociaż 4!  Bądźmy realistami- nawet 2.

Kilka dni temu Tatko prezentował żonie rekordy w internetach. Rekord prędkości, rekord dystansu, rekord gotowania. Carambola patrzy na niego zza głowy śpiącego na ramieniu i tylko na ramieniu dziecka. Rekordy? Co Ty nie powiesz? Ja nie śpię od trzech tygodni i jeszcze żyję!

 

Reklamy

Z kapustą w staniku. Odcinek 1 Dywanik

Uwaga, uwaga. Rok z książką pragnie przedstawić zupełną nowość. Zainspirowana pytaniami czy na urlopie zamierzam pisać kolejną książkę, odpowiadam.  Może.  Oto jedyny i niepowtarzalny serial do czytania w odcinkach. Zapis macierzyńskich przygód pewnej zwyczajnej dziewczyny i osób jej towarzyszących. A wszystko to wokół małej słodkiej kruszyny.

baby in white onesie

Photo by Daria Shevtsova on Pexels.com

Odcinek 1. Dywanik

Carambola była zwyczajną dziewczyną wiodącą zwyczajne życie. Do czasu. Dokładnie do momentu, w którym zwyczajność zakończyła się w momencie nadania jej przez życie nowej roli. Otóż Carambola została mamą pewnej słodkiej dziewczynki imieniem  Lukrecja. I to dało początek całej tej przygodzie.

W rozchełstanej koszuli nocnej, której już nawet nie zapina, z włosami zapiętymi gumką recepturką, z potem spływającym po czole nowa mamusia odliczała chyba już 14 karmienie tego dnia. Dzieci jedzą co godzinę, mówili. Ale nikt nie wspominał, że przez resztę godziny zamiast spać, przewijają się i odbijają Teraz właśnie przyszła pora na beknięcie. Carambola z Lukrecją na plecach krokiem marszowym na zmianę z kujawiakiem pokonuje marne metry swojego mieszkania. „Dziś pewnie doszłam już do Czarnej Białostockiej”- myśli, gdy nagle rozlega się TO. Głośne „beee” połączone z chlupoczącym chlup. O nie, tylko nie to!! Tylko nie na nowy dywanik Tatusia!

Carambola z Lukrecją, której najwyraźniej mleko nie pomieściło się w brzuszku, wykonując głośną niczym armata półtorametrową drogę powrotną, patrzy zatrwożona na dopiero co zakupiony przez Tatusia dywanik. Ku..rka nie można przeklnąć. Trzeba działać, trzeba zatrzeć ślady!

Z dzieckiem na ręku, które odkryło, że brzuch jest opróżniony i najszybciej należy zmienić ten stan rzeczy, sygnalizując to głośnym rykiem, Carambola wyciera dywanik swoją koszulką, wodą z mydłem, ściereczkami do czyszczenia, sodą, octem i płynem do sedesu. No. Jak nowy. Tatuś się nie zorientuje.

To teraz jemy i bekamy…

Pokolenia Wertera

Każdy, kto zdawał choć raz w życiu maturę miał zapewne okazję spotkać się z fascynującą książką „Cierpienia młodego Wertera”. Oj, cierpiało się, czytając, cierpiało. Dziś wpis w kontekście niedawno ogłoszonych wyników matur,wspomnień z dzieciństwa oraz… zakupów.

Na początek Werter

Z lekcji języka polskiego zapamiętałam, że opowieść o Werterze była jedną z pierwszych powieści, które narobiły sporo bigosu. Fala naśladowców młodego samobójcy, który cierpiał z powodu oczywistego- niespełnionej miłości, zalała modą czytelników książki. Prawdopodobnie zakazywano nawet lektury ze względu na to niepokojące zjawisko…

Naśladowcy

I tak, jak historia romantyczna Wertera zapoczątkowała modę na naśladowców bohaterów książkowych, tak moim zdaniem co jakiś czas pojawia się podobna  „inspirująca” lektura. Taka, która zostawia ślad w społeczeństwie, kreuje modę, zachowania i styl życia. Albo zwyczajnie znajduje moc naśladowców. Przykładem może być chociażby Sherlock Holmes, którego imienia i pamięci powołano kluby, a fani na całym świecie tropią na własną rękę kryminalne zagadki. Fascynuje, jak niegdyś Juliusz Verne swoimi historiami zachęcającymi do odkrywania i bycia wynalazcą.

Za moich czasów (czytaj w dzieciństwie) taką książką, na którą wszyscy „chorowali” był Harry Potter. Pamiętam te zastępy czarowników, a także wyzywanie się od mugoli. Albo kolejki ustawiające się o północy przed księgarniami w przeddzień premiery. Jakieś dziecko tak chciało być Potterem, że wyleciało na miotle z okna… Nie będę wdawać się w dyskusje dotyczące szkodliwości takiej lektury. Moim zdaniem najbardziej szkodzi brak wyobraźni i rodzice, którzy nie tłumaczą dziecku odpowiednio rzeczywistości. Czytałam przygody Pottera i jakoś nie stałam się wariatką. Są gorsze książki, na które może trafić dziecko.

adult blur bridal bride

Photo by Pixabay on Pexels.com

50 twarzy w lustrze Ikei

Mogę się domyślać, że są książki, które szczególnie byłyby pożądane  jeśli chodzi o znalezienie grona naśladowców. Niezaspokojone kury domowe zapewne marzą o wątkach z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”… Ja tam zamiast rozpadać się na kawałki, wolę pozostać w całości i z rozsądkiem, który mi jeszcze pozostał.

A teraz o Ikei. Czytałam ostatnio artykuł o modzie wśród nastolatków, którzy stali się plagą dla salonów meblowych tej sieci. Dlaczego? Mianowicie urządzają sobie konkursy, komu uda się zakraść do Ikei, schować w szafie, nie dać znaleźć dla ochrony i spędzić w sklepie noc. Nie ma to jak kreatywne wyzwanie. W każdym razie zastanowiło mnie, czy ta zwariowana młodzież czytała może książkę „Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie Ikea”. Być może ta lektura zainspirowała do poszukiwania przygód, chociaż sądząc po tym, co spotkało tego biedaka, chyba nie chciałabym zamknięta w szafie przemierzać Europy…

Wyjątkowy bohater

Myślę, że co jakiś czas pojawiają się interesujące powieści, jednak przy tak ogromnym natężeniu liczby wydawanych książek, żeby stać się  inspiracją dla mas, naprawdę trzeba by wymyślić coś niesamowitego. Tymczasem, jak na moje oko rządzi Marvel i jego komiksy, a twórcą najciekawszych światów pozostają Tolkien i Pratchett. Jestem ciekawa czy trafi się jeszcze książka, która wstrząśnie całym światem.

Mały cud

Kończąc  wyznania zamotanej ciężarówki.

Otóż :

-wszystko,co mowiono o porodzie to mit, żaden  z sezonów seriali kryminalnych nie był tak koszmarny jak to przeżycie. Powinni kręcić  porody w odcinkach i puszczać  nocą na kanale tylko dla dorosłych

-plan porodu to dokument,który nikogo nie interesuje,nie marnuj więc czasu na jego pisanie,jak również  na prośby o znieczulenie

– przygotuj się  na każdą sytuację np. rodzenie na korytarzu,bo lekarz na dole Cię przyjął, a na górze okazuje się, że nie ma miejsc

– nie licz na szpitalne wsparcie, lepiej naucz się na zapas karmić i przewinąć, bo twoim dzieckiem nie zajmie się nikt, nawet jeśli Ty nie możesz wstawać

I gdy ten mały cud leży już obok Ciebie i wiesz, że  kochasz go i chcesz dla niego jak najlepiej, to nie znaczy, ze szybko zapomnisz to wszystko, co się wydarzyło…

adorable baby baby feet beautiful

Photo by Pixabay on Pexels.com

Przepis na faceta

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd bierze się u nas w głowie ideał mężczyzny? Nie mam na myśli idealnego faceta, księcia na białym rumaku ze stałą pracą, mieszkaniem i grubym portfelem, bo taki nie istnieje, a na dłuższą metę każdy, nawet najbardziej polukrowany wykazuje jakieś ukryte wady fabryczne. Chodzi mi o nasz indywidualny ideał faceta, taki, którego mimo wad pragniemy widzieć u naszego boku. Taki, o którym marzymy i śnimy. Ten, co w naszej głowie kształtuje się już od dzieciństwa i wyglądamy go z każdą przychodzącą miłością. Macie taki?

Niesłychane wnioski

Ostatnie dni, zapewne z powodu długotrwałego przebywania w samotności, skłaniają mnie do różnych refleksji, obserwowania ludzi i wyciągania wniosków. Niedawno wróciłam do starych lektur, wspomnień, myśli o tym, co ukształtowało mnie i wpłynęło na moje życie. I dzięki takim przemyśleniom, wpadłam na zaskakujące dla mnie samej wnioski. Nie jest to zapewne epokowe odkrycie, znając życie większość pokiwa głową z politowaniem, mówiąc: ot, Ci, Ameryka! Jednak na mnie ten tok myślenia wywarł spore wrażenie, bo elementy układanki ułożyły się nagle w całość. Niczym w kryminalnym filmie w ostatnich pięciu minutach akcji. Czego dotyczyło moje odkrycie? Mianowicie tego, skąd wziął się mój ideał mężczyzny, co wpłynęło na to, że na męża, towarzysza życia poszukiwałam takiego, a nie innego faceta.
Już Wam zdradzam swoje przemyślenia.

SAM_0017

Po pierwsze TATA

To najoczywistsza z oczywistych prawd, że to, jak postrzegamy mężczyzn, zależy od tego, jakiego mamy ojca. Czuły, troskliwy, czy może twardy i surowy? Córeczka tatusia mówią. Ta córeczka tatusia bacznie go obserwuje i chłonie wzór mężczyzny. Albo go akceptuje, wyłapując dobre cechy i szukając ich później w płci przeciwnej, albo wręcz podkreśla, że takiego faceta, jak tata, to ona za nic mieć nie będzie. Tata powinien być wzorem mężczyzny, ale nie zawsze się tak dzieje. Są patologie, które sprawiają, że kobieta wybiera sobie faceta, który jest zupełną przeciwnością ojca. Tak czy inaczej tata to moim zdaniem numer jeden, jeśli chodzi o budowanie ideału mężczyzny. Na szczęście mój tata przekazał mi swoje dobre cechy, które dołożyłam do wizerunku tego jedynego: zamiłowanie do przygody i podróży, ciekawość świata, pracowitość, miłość do książek czy też wrażliwość. I dziękuję mu za to.

Filmy… te małe i te duże

Przyglądając się ulubionym postaciom z bajek śmiem twierdzić, że kolejnym bodźcem wpływającym na ideał faceta jest to, co oglądamy. Mężczyźni z seriali, filmów, a nawet kreskówek, którymi karmimy się w dzieciństwie- to wszystko może nas formować. Patrząc na swoich filmowych bohaterów, muszę stwierdzić, że nigdy nie podobali mi się eleganccy książęta z historii Disneya. Może i przystojni, ale jacyś tacy bez osobowości. Oprócz tego, że książę był czarujący, niewiele więcej można o nim powiedzieć. Białe ząbki, piękne włosy, nieskazitelny mundurek. Mój facet nie może mieć włosów i paznokci ładniejszych ode mnie! Szybciej wyszłabym za Shreka.
W dzieciństwie pisałam listy do Emila ze Smallandii (chociaż nie wiem czemu, bo nie lubiłam tego filmu), a kreskówkowym bohaterem, na którego widok serce szybciej biło był Terry Grandchester z japońskiej animacji „Candy Candy”. Jednym słowem… niezbyt grzeczni, niepokorni chłopcy, łamiący zasady, ale pomysłowi i inteligentni. Książę na białym rumaku? Nuuuda! Nie będę wyliczać wszystkich postaci z ekranu, które urzekły moje serce, ale ze wszystkich najbardziej cywilizowany i najprzystojniejszy to Legolas. Ale on był odważny oraz miał łuk i strzały…

Książka prawdę ci powie

Do wniosku, że to co miałam w domu, co oglądałam i czytałam wpłynęło na moje postrzeganie ideału mężczyzny doszłam podczas czytania jednej ze starych książek Aleksandra Minkowskiego, jednego z moich ulubionych autorów. Zawsze urzekała mnie wrażliwość pisarza, to w jaki sposób opisuje emocje i świat przyrody. Właśnie, to jest to, czego szukam w mężczyźnie. Jednoczesnej twardości, jak i wrażliwości na piękno na świata. Bycia odkrywczym, ciekawym świata, przygód, odważnym, rzeczywistym zamiast ciągłego bujania w obłokach. Takim, jak bohaterowie Minkowskiego, jak mój najukochańszy Pan Samochodzik Zbigniewa Nienackiego, a nawet…. Włóczykij. To byli faceci, którzy fascynowali mnie, gdy dorastałam. Nie miałam świadomości, że książki aż tak wpłyną na wybór mężczyzny, jakiego chcę mieć przy sobie. A jednak. Nie „prince charming” i nie „seksowny drwal”- panom podziękujemy.

DSCF6395

Niczym gąbka

Jednym słowem nie tylko tata, z którym mieszkamy pod jednym dachem, fascynujący wujek (o którym nie wspomniałam jakoś, a jednak miał wiele wpływu na moje dzieciństwo, zarażając mnie m.in. miłością do fotografii), charyzmatyczny sąsiad, czy partner mamy mają wpływ na to, jakiego faceta szukamy będąc dorosłymi kobietami. Również to, co oglądamy, co czytamy, czym nasiąkamy niczym gąbka może stać się wzorem. Moim zdaniem świadomość tego może pomóc w kształtowaniu gustu przyszłej kobiety, którą wychowujemy.
Psychologowie mówią o wzorcach, które zależą od środowiska. Jeśli jesteś w patologii, jest ogromne prawdopodobieństwo, że sam będziesz żyć w ten sposób, bo nie masz innego schematu do naśladowania. Dlatego pamiętajmy co serwować naszym córkom, jakie wzory ojców, bohaterów filmowych i literackich. To one dokonają wyboru, ale to my mamy możliwość sprawić, że nie będzie to jednak… ostatnia świnia.

Siedem dni na czytanie dzieciom

Odnoszę wrażenie, że czytelnictwo trochę odżywa. Szczególnie pod kątem najmłodszych organizowanych jest wiele akcji propagujących wartościową lekturę. W Białymstoku powstała specjalna księgarnia dla dzieci, w Wedlu aktorzy Teatru Dramatycznego czytają bajki w niedzielne poranki, a biblioteki prześcigają się w wymyślaniu atrakcyjnych spotkań z książką.

Jednak jednym z największych ogólnopolskich wydarzeń związanych z czytaniem dzieciom jest Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom, zainicjowany przez Fundację Cała Polska Czyta Dzieciom. Zwykle odbywa się on w czerwcu w okolicach Dnia Dziecka. Tym razem jest to już XVII edycja tego wydarzenia, trwa od 02 do 08 czerwca, a w realizację zamierzeń włącza się wiele interesujących osób. Właściwie każdy może to zrobić, nie tylko księgarze, bibliotekarze czy pisarze. Mogą to być mamy współpracując z nauczycielami, domy kultury, animatorzy, propagatorzy czytelnictwa, blogerzy. Równie dobrze możesz świętować Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom ze swoim maluchem w domowym zaciszu.

kampania czytanie tydzień

Na zdjęciu oficjalny plakat kampanii.

Tegoroczne hasło Tygodnia Czytania Dzieciom brzmi: „Czytanie łączy”. Nie będę rozpisywać się nad pozytywnymi stronami czytania najmłodszym, bo o tym powstały tysiące artykułów, wpisów i opracowań naukowych. Nie można nie przyznać racji, że dziecko i książka to dobre połączenie, a czytanie łączy. Łączy wyobraźnię z kreatywnością, umysł z rozwojem, dorosłych z dziećmi i dzieci zamknięte w dorosłych z ich dziećmi, łączy pokolenia, łączy świat fantastyczny z realnym. Wymieniać jeszcze?

tydzien czytania

Logo Białostockiego Tygodnia Czytania Dzieciom.

Równolegle do ogólnopolskiej akcji w Białymstoku organizowany jest (7) Białostocki Tydzień Czytania Dzieciom, który powstał jako realizacja ogólnopolskich zamierzeń na terenie Białegostoku. Jest to duże wydarzenie, w którym biorą udział władze miasta i województwa, a inauguracja odbywa się w samej Operze i Filharmonii Podlaskiej z wielką pompą. Jest to okazja do zjednoczenia działań wszystkich tych, którzy za ważną misję uznają propagowanie czytelnictwa wśród dzieci.

Dla zainteresowanych edycją z Białegostoku zapraszam na stronę: http://bp.bialystok.edu.pl/?q=btcd_7

Ze swojej strony zachęcam do udziału zarówno w Ogólnopolskim, jak i Białostockim Tygodniu Czytania Dzieciom. Niech to nie będzie tylko 7 dni, jakie poświęcimy na zaproszenie dzieci do świata książek, ale inspiracja do długofalowego działania.

Sukienkowe lato

Każdy, kto mnie zna, wie, że oprócz książek i tańca, a także kolekcjonowania pluszowych zwierzaków uwielbiam… sukienki. Nosić, kupować, przymierzać, przebierać się, jakiś czas temu nawet projektować. Ponoć niektóre wariactwa nie szkodzą.

DSCF4634

Moja pękająca w szwach szafa, a także dobra letnia pogoda zainspirowała mnie w roku 2015 to wymyślenia wyzwania, które nazwałam, nie inaczej, jak „Sukienkowe lato”. Niepoprawnie gramatycznie? Płytko? A kogo to obchodzi. Liczy się wyzwanie.

DSCF4840

W czasie trwania akcji miałam okazję mieć na sobie TĄ JEDYNĄ SUKIENKĘ, na którą czeka każda kobieta. Była to realizacja mojego marzenia. To ten dzień, w którym ponoć każda kobieta chociaż raz nie martwi się, co ma na siebie włożyć.

DSCF4760 (2)

Dotychczasowe rekordy Sukienkowego lata to 43 sukienki w 2015. Natomiast najczęściej udało mi się być w sukience w ubiegłym roku, bo miałam aż 71 okazji ku temu. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się pobić te rekordy, ale nie zamierzam się poddawać.

DSC02475

Dobre wyzwanie to takie, które: sprawia Ci frajdę, wymaga odrobinę kreatywności i zaangażowania, motywuje. Jeśli uda Ci się kogoś w to wciągnąć, to super, jeśli nie- baw się sam.

DSCF4057

Na czym polega Sukienkowe lato? Na noszeniu sukienek. Od początku czerwca do końca sierpnia jak najczęściej pokaż się w sukience, licz ile razy prezentowałaś się w tej garderobie, a także licz ile sukienek założyłaś. Czyż to nie frajda dla fanek sukienek?

IMAG0187

Gdyby ktoś pytał, piszę to, mając na sobie sukienkę.

SAM_0149

Moje wyzwanie wychodziło różnie, ale zwykle budziło zainteresowanie otoczenia. „A ty znów w sukience?”, „Skąd ty bierzesz tyle sukienek?”, „Jaka ciekawa sukienka!”- mówiono. Nic dziwnego, że wkrótce trafiał się ktoś, kto podrzucał mi coś ze swojej garderoby. Bo on już nie nosi, a może ja skorzystam. I tak moja szafa zbierana przez babcię, mamę i mnie jeszcze się odrobinę w szwach rozeszła.

Obraz 480

Z wyjazdów też potrafiłam przywozić sukienkę. A to jakąś panterkę z Lublina, a to jakieś cudo znad morza (ledwo wepchałam do plecaka), a to cała w cekiny dziwaczna kreacja zakupiona w ciągu postoju w Tomaszowie…

DSC_0910

Moja praca sprzyjała wyzwaniu. W końcu zarówno pracując z dziećmi, jak i w domu kultury, okazji do przebierania się i zakładania sukienek, nie brakuje. Nie raz byłam Andrzejkową wróżką, czy Królową Śniegu. Szaleństwo? Proszę mnie nie leczyć!

IMAG0080

Nie zawsze udane, nie zawsze normalne, ale sprawiające niezwykłą radość strojenie się w sukienki to coś, co lubię i polecam każdej kobiecie. W końcu to przecież my, kobiety, najlepiej wyglądamy w sukienkach 🙂

DSCF4820

Zachęcam do podjęcia Sukienkowego wyzwania 2018. Dla siebie. Podkreśl swoją kobiecość, zadbaj o swój wygląd. Chcesz to, się chwal, nie chcesz, to nie.

To wyzwanie ma sprawić radość Tobie!

SUKIENKOWE LATO 2018

Ostatni uścisk dłoni

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie wielkie emocje, wzruszenia oraz negatywne fluidy sprzyjają pisaniu. Nie mogę inaczej poradzić sobie z trudnymi uczuciami i dziwnymi zawirowaniami losu, niż coś skrobnąć. Stąd wzięło się dzisiejsze opowiadanie. Zapraszam do czytania. 

20180503_131636

Ostatni uścisk dłoni

Obudziła się zlana potem. Kolejny raz sen o dramatycznej próbie ucieczki. Bez powodzenia. Przetarła oczy wierzchem dłoni i spojrzała na zegarek. Zbliżała się 22, a męża nie było widać. Ile to już dni spędziła sama w czterech ścianach maleńkiej kawalerki, gdy on pochłonięty był pracą zawodową i po godzinach. Nie mogła płakać, nie teraz. Przecież obiecała.

Z trudem podniosła się z łóżka, automatycznie dotykając brzucha. Był na swoim miejscu, wielki niczym arbuz, tyle, że w środku znajdował się mały mieszkaniec, dający co rusz o sobie znać bolesnymi kopniakami.

I właśnie teraz, w tym momencie poczuła… Cieniutka strużka wody popłynęła wprost na podłogę zupełnie bez zapowiedzi. Zaczęło się.

Drżącymi rękami odnalazła telefon, wybierając numer męża. Odebrał po chwili.

-Rodzę- szepnęła, nie czując się najlepiej.

-Będę jechać. Czekaj w domu. Nie denerwuj się- usłyszała- Przyślę kogoś po Ciebie, bo dojazd zajmie mi z godzinę. Nie bierz taksówki.

-Boję się

-Nie bój się. Kocham Cię. Niedługo będę- rozłączył się.

Czuła ból i ciepłe łzy na policzkach. Chciałaby umieć je powstrzymać. Musi być silna. Musi dać radę. Jest zadaniowcem.

-Wszystko będzie dobrze- powtarza na głos, a potem już spokojniej, wprost do brzucha dodaje- Zbieramy się, maluszku.

Po omacku sięga po ubranie, buty. Wyciąga wielką torbę zapakowaną do szpitala na długo przed terminem. Sprawdza, czy w teczce są wszystkie niezbędne dokumenty. Próbuje złapać oddech, gdy pojawia się kolejny skurcz, tym razem silniejszy.

Gdy domofon przerywa nocną ciszę głośnym terkotaniem, automatycznie przyciska na guzik i przekręca klucz w drzwiach. Mąż musiał strasznie szybko jechać…

Dzwonek. Zdumiona naciska na klamkę i przestaje na moment oddychać.

W drzwiach stoi on. Ostatnia osoba, której mogła się spodziewać. Ostatnia osoba, którą chciałaby zobaczyć w takiej chwili. „Przyślę kogoś”- gdy mówił to, nie wiedziała, że może  mieć na myśli jego. Najlepszy przyjaciel męża. Nienawidziła go. Bo? Ot tak. Głównie z zazdrości. Bo spędzali razem dużo czasu, bo potrafili godzinami rozmawiać przez telefon o każdej porze, bo był szowinistą drwiącym z niej przy każdej możliwej okazji.

Już chce zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, gdy pojawia się kolejny bolesny skurcz. Karol czeka cierpliwie. Ona wie, że ma doświadczenie, bo pomagał już raz rodzącej.

Chwyta walizkę, podaje jej kurtkę i pomaga zamknąć mieszkanie. Schodzą do samochodu. Chłodny letni wieczór. Wiatr rozwiewa jej krótkie włosy, podczas gdy on ze spokojem pakuje wszystko i czeka bez słowa, aż ona wsiądzie i zapnie pasy. Dlaczego teraz nie drwi w niej? Przecież mógłby się odezwać…

Nie pamięta drogi do szpitala ani pytań zadawanych przez pielęgniarki na izbie przyjęć. Skulona wbija się w niebieskie krzesełko poczekalni. Słyszy, jak Karol rozmawia przez telefon. Irytuje ją jego głos i dźwięk melodyjki, którą przed chwilą usłyszała. Jest przerażona i skołowana. Już nie hamuje łez. To nie tak miało być.

Odruchowo gładzi napinający się brzuch. Musi dać radę. Musi być silna. Dziecko musi si urodzić całe i zdrowe.

Karol przerywa jej myśli, siadając obok.

-Auto nie chce odpalić. Jeszcze nie wyjechał.

Dlaczego mąż nie zadzwonił do niej?! Dlaczego los postawił ją w takiej sytuacji?! Bez niego nie będzie mieć odpowiedniej siły by to przetrwać.

-No to zapraszam- położna woła z końca korytarza-Męża też.

-To nie jest mój mąż-sama nie wie kiedy te słowa z niej wychodzą, ale kolejny skurcz nie pozwala na dokończenie zdania.

Jest przerażona. Przerażona, jak nigdy dotąd. Nie chce zostawać sama. Nie w tej chwili. On widzi jej pełne strachu wołające o pomoc wielkie ciemne oczy.

-Jestem przyjacielem- czuje, jak Karol łapie ją za rękę i mocno ściska- Chodźmy.

Kolejne minuty mijają niczym koszmarny sen. Chciałaby, żeby to wszystko już się skończyło. Cierpienie, niepokój, poczucie osamotnienia. Wbiegający i wybiegający personel każe oddychać głęboko. Ma wrażenie, że świat dociera do niej gdzieś zza szyby, zza gęstej mgły, jakby była bohaterką oglądanego z zewnątrz filmu. Nie rozumie, co się z nią dzieje. Dlaczego ją to spotkało? Dlaczego mąż ją zawiódł?

Kiedy każą jej się położyć, przypomina sobie sen o ucieczce. Ale nie ma dokąd uciec. Czuje się sparaliżowana. Chce krzyczeć, ale z bólu nie wydobywa się z niej ani jedno słowo, tylko prawie bezgłośny jęk.

-Dasz radę- nagle czyjeś ciepłe ręce głaszczą ją po głowie, odgarniając z czoła mokre kosmyki włosów.

Zupełnie zapomniała o obecności Karola. Nie ma już w niej jednak złości ani zazdrości. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego ten zupełnie obcy człowiek, którego żarty tak ją drażniły, jest tu teraz przy niej. Co za ironia losu!

Chce spojrzeć mu w oczy. Odwraca głowę w stronę, gdzie za okularami kryje się zbolałe, ale spokojne spojrzenie. Mężczyzna uśmiecha się.

Nagle jej ciało przeszywa olbrzymi ból. Nigdy nie czuła czegoś podobnego. Widzi ruch wokół siebie. Ktoś mówi coś podniesionym głosem, coś krzyczy. Przez chwilę nie wie co się dzieje. Co to za krzyk? Dziecko! To jej dziecko!

-Udało ci się-Karol mocno ściska jej dłonie, są prawie sine.

-Żałuję, że nie poznałam się na Tobie wcześniej- szepczą z trudem jej spękane suche usta.

Mężczyzna chce jej odpowiedzieć, ale głos zamiera mu w gardle ze wzruszenia. Czuje, jak drobne palce wysuwają się z jego uścisku. Odeszła.

 

Ekscentryczni bohaterowie Pani Ewy

Fascynuje mnie literatura dla nastolatków. Być może jeszcze nie dorosłam, bo bliskie są mi ich problemy i przemyślenia. I wszystko takie żywe, pełne emocji, prawdziwe.

Ewa Nowak

Na książki Ewy Nowak trafiłam przypadkiem. To nie przypadek, że najbardziej intrygujące tytuły przychodzą do mnie właśnie w taki sposób. A wszystko za sprawą wymiany książkowej i tego, że czasem sięgam po książki sugerując się okładką. Te były niezwykle kolorowe, wręcz biły po oczach swoją jaskrawością. Interesujące tytuły. I tak się właśnie dostały w moje ręce.

Ewa Nowak jest autorką wielu powieści dla młodzieży, terapeutką i w ogóle interesującą osobą. Czytając jej książki, przenoszę się w świat szkolnych miłości, trosk, skrajności i rozbieżności. Pomimo stworzenia nietuzinkowych bohaterów i niezwykłych wydarzeń, to nie są płytkie książki, jakie często pojawiają się na rynku z myślą o nastolatkach. Bynajmniej. Autora zagłębia się w psychikę swoich dziwnych, niepowtarzalnych, nie raz naszkicowanych grubą kreską indywidualności postaci. Co czują, co myślą, czy ich refleksje są zwyczajne i znajome wielu, czy też jedyne w swoim rodzaju. W książkach Ewy Nowak nieprzewidywalnych sytuacji trzeba się wręcz spodziewać. A wszystko to dla zrozumienia rozterek młodego człowieka. Dla zrozumienia samego siebie.

20180407_093502

Nie pierwsi i nie ostatni

Najbardziej urzekła mnie „Lawenda w chodakach”. Mam skłonność sentymentalną do opowieści o miłości w młodości. Historię kilkorga przyjaciół podróżujących po Europie i zastanawiających się co to jest właściwie prawdziwa miłość (jeśli jest), kiedy zazdrość psuje nam wszystko i jak zaufać, bo przecież to nie jest łatwe, czyta się jednym tchem. Skomplikowane relacje i zawiłości związków mogą się jeszcze bardziej pokomplikować, gdy pojawia się ktoś nowy, zaburzając dawny porządek rzeczy.

Książka „Drugi” opowiada o chłopcach, którzy zmagają się między innymi ze swoimi rodzinnymi kłopotami, ale nie tylko. Autorka pokazuje, że świat, którego zazdrościmy innym, może być dla nich samych prawdziwą udręką. A ten, na kogo patrzymy z zazdrością, niekoniecznie może widzieć się w takim samym świetle.

To zderzenie doświadczeń pojawia się również w powieści „Rezerwat niebieskich ptaków”, gdzie świat ludzi niezwykle bogatych spotyka się ze światem prostych i ubogich. Czy problemy młodych ludzi z różnych warstw społecznych się różnią? Czy pieniądze gwarantują brak trosk i kłopotów? Co jest wartością dla osób pochodzących z różnych środowisk? Autorka nie odpowiada na te pytania wprost. Ona pozawala nam zdecydować, pokazując świat w dość obiektywny sposób.

20180523_175146

Ekscentryczni czy normalni

Chociaż bohaterowie książek Ewy Nowak, jak również same wydarzenia są dość nietypowe i ekscentryczne, to problemy, które pojawiają się na drodze wszystkich osób doskonale charakteryzują współczesnego młodego człowieka. Każdy z nas w młodości pierwszy raz kochał i nie wiedział, czy to miłość na zawsze, miał kłopoty finansowe lub ze zdrowiem, wchodził w konflikty ze swoimi rodzicami i rówieśnikami, czuł gniew i frustrację i niepewność swoich możliwości.
Dlatego zachęcam do spojrzenia na swoje życie oczami bohaterów książek Ewy Nowak. Świeżym spojrzeniem, gotowym do refleksji.

Muzyka dla bobasa i mamy

Pewnego razu rozmawiałyśmy z koleżanką w pracy o dzieciach. Temat padł na upodobania muzyczne i kołysanki. Ona powiedziała, że przy swoich maluchach na okrągło słuchała pewnej składanki. I tak to się zaczęło.

Nuta, która uspokaja

Kiedy pierwszy raz usłyszałam utwory z kolekcji „Muzyka bobasa”, siedziałam jak urzeczona. Po kolejnych utworach miałam wrażenie, że mój stres odpływa w nieznane, a oczy same zaczynają się zamykać. A przecież nie jestem dzidzią! Tak, właśnie takie uspokajające, relaksujące działanie ma ta nietypowa składanka skierowana do najmłodszych. Holenderski kompozytor Raimond Lap stworzył niepowtarzalną, wyjątkową muzykę dla małych dzieci, jakiej próżno szukać gdzie indziej. W niczym nie przypomina ona znanej i zdartej płyty „Ach śpij, kochanie” ani słuchanych w każdym przedszkolu kołysanek, które swoim niskim głosem śpiewa Grzegorz Turnau.

DSC03998

Czy coś tu piszczy i grzechocze?

Muzyka proponowana przez Raimonda Lapa to kompilacja dźwięków instrumentów, odgłosów codziennego życia, natury, ulicy, zwierząt, zabawek takich, jak grzechotka czy „piskajka” oraz urocze gaworzenie bobasów i wplecione w to pojedyncze słówka maluchów i dorosłych. Wszystko układa się i pasuje do siebie doskonale. Szum morza w połączeniu z gitarą i słodkimi przebąkiwaniami malucha to coś, co potrafi ukoić serce i duszę przyszłej oraz teraźniejszej mamy, a myślę, że i większości kobiet, które nie mają dzieci. Czyż można się oprzeć urokowi powtarzających się z dziecięcą łagodnością słów „mama”?

Radość brzucha dla malucha

Nie wiem, jak to możliwe, ale brzuch ciążowy, a raczej jego mieszkaniec, żywo reaguje na te wszystkie melodyjki. Dosłownie odnoszę wrażenie, że odprawia się tam jakiś taniec radości. Muzyka bobasa jest przez wiele osób posiadających maluchy polecana do usypiania i uspokajania, a także do zabawy. Nic dziwnego, że kompozytor został doceniony, a kolekcja liczy prawie 10 albumów w wydaniu polskim.

DSC04001

Dla każdego coś muzycznego

W serii Muzyka bobasa znalazły się takie płyty, jak:

  • „Usypianki bobasa” – czyli jednym słowem – kołysanki
  • „Mozart dla bobasa”- doskonałe i zaskakujące aranżacje największych utworów Mozarta, którego udało mi się dzięki temu polubić
  • „Klasyka bobasa”- podobnie, jak w przypadku Mozarta, słynne utwory klasyków w typowo dziecięcej kompozycji
  • „Gwiazdka bobasa”- świąteczne hity w wersji dla maluszków
  • „Bobas na majówce”- tutaj przewagę mają odgłosy natury, więc słuchając, można poczuć się, jakby się było na łonie przyrody
  • „Mądry bobas”- specjalnie skomponowane dźwięki, mające na celu usprawnić i pobudzić dziecięcy mózg do rozwoju
  • „Muzyka bobasa” vol. 1, 2, 3- kolekcja podstawowa, zawiera różnorodne utwory, od spokojnych, po wesołe i zabawne, wprawiające w dobry nastrój i relaksujące

DSC04000

Czy polecam serię „Muzykę bobasa”? Oczywiście! Każdemu, kto ma małe dzieci, pracuje z dziećmi, lubi nietypową muzykę, jest przyszłą lub obecną mamą, chce się zrelaksować i odpocząć, nerwusom i wielbicielom muzyki płynącej z prawdziwych instrumentów.