Traktat o nadmiarze książek

Parapet pełen książek. Regały po brzegi wypełnione książkami po dwa rzędy. Półki pełne książek. Książki na komodzie z ręcznikami, książki na szafie (szczelnie owinięte w reklamówkę), książki na biurku ( te najczęściej używane). Jedna w torebce, bo ją akurat czytam. Książki w moim i nie moim domu, książki w pracy i książki na strychu. Czyżbym cierpiała na nadmiar książek?

Od tegorocznych bardzo obfitych zakupów, spowodowanych wizytami na Targach Książki w Białymstoku i Warszawie, towarzyszy mi myśl, czy jest takie zjawisko, jak „za dużo posiadanych książek”. Czy istnieje taka możliwość, żeby posiadać wszystkie ulubione książki i nie być Biblioteką Aleksandryjską. I skąd wziąć pieniądze na takie zbiory i ich przetrzymywanie?
Kilka tygodni temu otrzymałam od przyjaciółki torbę z napisem: „Nie ma czegoś takiego, jak za dużo książek, może być tylko za mało półek”. No dobra, ale jeśli nie masz już gdzie stawiać półek, to co to ma znaczyć? Że pora kupić dom?

sam_7049

W księgarniach wciąż pojawiają się nowości. I to by się chciało mieć i tamto. Tu ktoś coś podaruje, tu okazyjnie kupisz, tam wpadła ci w oko wyjątkowa powieść, a po przeczytaniu stwierdzasz, że po prostu musisz to mieć. I tak z jednego egzemplarza robi się nagle sto (tysięcy).

Mąż obiecuje: jeszcze jedna książka, a będziesz musiała się wyprowadzić (na co odpowiadasz mu, że to samo możesz powiedzieć o jego śrubkach do samochodu…). A jeśli masz jeszcze listę pozycji, które chcesz dodać do księgozbioru i ta lista wciąż się powiększa? Ech…

Wiem, wiem. Są biblioteki, e-booki, książki do słuchania,  spotkania dotyczące wymiany książek… Ale nic nie zastąpi kolekcjonerskiego wydania przygód Muminków w komiksie. NIE DA SIĘ SOBIE TEGO ODMÓWIĆ!

Nadmiar książek- dobrze, czy źle. Kiedy właściwie stwierdzić, że mamy ten nadmiar? Wtedy, kiedy książki wysypują się z lodówki i wypadają po otwarciu pralki? Często widzę w sieci pomysły na organizowanie domowej biblioteczki: od łóżka z książek po schody z wysuwanymi szufladami. Nie jestem pewna, że podoba mi się pomysł na spanie na książkach. Zasługują na lepsze traktowanie…

Ktoś może Ci powiedzieć: po co Ci to, przecież nie czytasz tych wszystkich książek na raz! Owszem, nie. Ale przyjdzie czas, że będę chciała je sobie przypomnieć. Albo poczytać moim dzieciom. Albo pożyczyć koleżance na pocieszenie. Albo po prostu uwielbiam tą czerwoną okładkę , a takich jak tamta już nie produkują. I jeszcze spójrz na te ilustracje, to Butenko z czasów kiedy byłaś mała!  A ten sfatygowany zbiór bajek czytałam tysiąc razy podczas czworakowania…

Właśnie! Są zwolennicy robienia co jakiś czas porządków w księgozbiorze. Oddawania, odsprzedawania, dzielenia się literaturą z innymi. Jak to, oddać byle komu? A skąd ja mam wiedzieć, że on tej książki za dwa tygodnie do kosza nie wyrzuci!!!!????? O zgrozo! Może i oddam, ale następnym razem.

I co zrobić ze starymi egzemplarzami, które noszą w sobie ślady historii, ale nie bardzo wiesz co z nimi począć? Wyrzucić, zostawić, oddać? Zapakować w karton i niech spoczywają w spokoju? Marny taki los, ale…

Nie umiem odpowiedzieć sobie ani nikomu na pytanie, czy jest coś takiego, jak nadmiar książek. Nie wiem także w jaki sposób mieć wszystkie te, na których mi zależy, nie bankrutując przy tym i mając jak się przemieszczać po domu.

Jedno jest pewne, w godzinie głodu- będę jeść książki…

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Traktat o nadmiarze książek

  1. Nieidealnaanna pisze:

    Emilko masz rację na pytanie o to, kiedy i jak określić/okiełznać sytuację w której książek jest za dużo tak naprawdę się nie da. Znam doskonale te wszystkie sytuacje. Uważam, że książka to idealny prezent na każdą okazję (ale z mężem mamy już kolejki na kilka miesięcy, oczywiście do przeczytania „zaległych” prezentów i wspólnie orzekliśmy póki co dość, nic nie kupujemy). Sama nałogowo kupuję na wyprzedażach, okazjach lub wygrywam książki w konkursach, jednak opanowałam się. Na dany moment nie posiadam absolutnie żadnej wolnej przestrzeni na której mogłabym książki przetrzymywać. Jedyne na co sobie pozwalam to dokupywanie najnowszych pozycji E.E.Schmitta bo te książki kolekcjonuję. Z nadmiarem radzę sobie różnie: oddaję, po darowuję w konkursach na blogu, czy też wymieniam… Dojrzewam do eczytnika, Wiem jak jest, nic nie zastąpi drukowanej książki tak mówi moje serce, ale rozum niestety podpowiada realne rozwiązanie. Moim zdaniem tuż przed zawarciem małżeństwa powinnaś wyznaczyć sobie pewną granicę książkowej wariacji – sama sobie określ i narzuć na czym tak naprawdę ci zależy i to zachowaj, ale niech ta kolekcja ograniczy się do jednego regału w domu. Resztę sprzedaj, oddaj, przekaż 🙂 Biblioteki pękają w szwach i choć od przybytku głowa nie boli to tak naprawdę w sztuce minimalizmu żyje się doprawdy lepiej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s