„Strażniczka” czy „złodziejka” książek?

Kontrowersyjna lektura

Przygotowując się do literackiego spotkania w pracy, natrafiłam na książkę, którą ktoś kiedyś gdzieś polecał i tytuł utkwił mi w pamięci. Uśmiechnęła się do mnie zatem
z bibliotecznej półki „Strażniczka książek” Mechthild Glaser (nie mylić ze słynną
i sfilmowaną „Złodziejką książek”), którą mimo wszystkich niedogodności, które ostatnio mnie spotykają, nawet udało mi się przeczytać. Dlaczego postanowiłam o niej opowiedzieć? Bo jest moim zdaniem niezwykle kontrowersyjna.

A oto trzy argumenty, które skłoniły mnie do myślenia o niej w kategorii

„coś doprawdy dziwnego jest w tej książce, co o niej myśleć”:

  • lekturę znalazłam w dziale dziecięcym, przeznaczona jest dla młodzieży, a dość sporo mówi na temat wczesnego zajścia w ciążę i całowania… (może świat się zmienił, a to ja nie nadążam)
  • zaraz na początku opowieści pojawia się wątek kryminalny, mimo iż książka oficjalnie kryminałem nie jest- ginie jedna z pobocznych , acz kluczowych postaci
  • bohaterami książki są m.in. strażnicy książek- ludzie, który zajmują się „pilnowaniem” świata literatury (pomysł niezwykle ciekawy, sama bym się zgłosiła na to stanowisko)

Idąc za tym tropem, czytelnik wciągnięty zostaje w wir opowieści i chce rozwikłać zagadkę, zrozumieć skomplikowany wątek romantyczny wpleciony przez autorkę w całą opowieść, a jednocześnie trochę zazdrości głównej bohaterce jej daru przenoszenia się do świata bohaterów literackich.

Do końca książki towarzyszyła mi myśl, jak na pokazie magika: „a co będzie dalej”.

DSC01782

Pomysły pożyczone

W dzieciństwie przekonałam się o tym, że nie zawsze trzeba mieć swoje pomysły, żeby napisać książkę. Czasem trzeba trochę pożyczyć, coś tam dorzucić i ta dam- powieść. Przykładem, który mogę podać jest dla mnie Harry Potter, w którego treści znalazłam zarówno odniesienia do starych znanych mi z czasów berbecia baśni, ale też dobranocek, czy legend ludowych.

W książce „Strażniczka książek” autorka pożycza sobie bohaterów z różnych książek
i z wielu półek i gatunków (z czego większość to zdecydowanie klasyka). Robi jednym
z bohaterów cierpiącego Wertera, do którego dzięki temu można poczuć niezwykłą sympatię, a strażnicy przenoszą się w różne miejsca i spotykają przeróżne postacie ze świata literackiego. Fabuła własna, postacie pożyczone…

Zatruty torcik 

W książce jest moment, w którym bohaterka zatruwa się torcikiem z „Alicji w Krainie Czarów”, tak i ja skończyłam czytać książkę z lekkim niesmakiem. Może torcik i mi zaszkodził? Dlaczego? Ponieważ głównym wątkiem jest poszukiwanie wyjątkowo niedającego się złapać ZŁODZIEJA, który przemyślnie wprowadza zamęt w świat książek, kradnąc pomysły z fundamentalnych dzieł literatury. Kradnie PIERWOWZORY. Tylko dlaczego mam wrażenie, że autorka, chcąc napisać ciekawą powieść trochę jakby poszła w ślady swojego czyniącego chaos bohatera? Dlaczego pożyczyła postaci z tak ważnych książek żeby stworzyć swoją własną historię ? Czy książka, która powstała była tego warta? Przekonajcie się sami, czytając w wolnej chwili „Strażniczkę książek”.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s