W pogoni za „babskim pisarzem”

Dzień Kobiet zasługuje na odpowiedni wpis. Nie będę zanudzać Czytelników poematami, jak spędzić ten dzień z książką, gdyż samo czytanie, kupowanie… ach! jest niczym Dzień Kobiet. Poza tym widziałam niezliczoną masę wpisów w tym temacie. Nie wspomnę też o najlepszych lekturach na jakże kobiecy czas. Na ruszt wezmę zaś pewnego mężczyznę, a dokładniej- pisarza.

List w butelce

Król wyciskaczy łez

Już tłumaczę i objaśniam, bo zapewne oczekujecie nazwiska autora urzekającego kobiece serca i dusze, które za chwilę padnie. Tekst nie powstał po to, aby rozpętać burzę blogową, czy to wartościowy pisarz, a jego proza zasługuje na uwagę. Jest on jednym z moich ulubionych zagranicznych twórców literatury (nie tylko) dla kobiet, zatem zapraszam tych, którzy nie lubią Nicholasa Sparksa do lektury czegoś innego. Nie będę wdawać się w dyskusje z ludźmi, którzy mówią, jak płytka jest to literatura, jednocześnie zaczytując się Barbarą Cartland.
O gustach się nie dyskutuje, można dyskutować np. o powieściach.

Fenomen romantycznego pisarza

Nie wiem, jak Nicholas Sparks to robi, ale odnoszę wrażenie, że on zwyczajnie czyta w babskiej duszy i wie czego potrzeba do zalania się łzami i przeżycia prawdziwego katharsis. Te skomplikowane historie, które łączą się w nieprzewidywalny sposób. Trudne tematy, czego przykładem może być śmierć z powodu raka lub niepłodność. Dylematy i problemy rodzinne. Prawdziwe, pełne problemów, ale i radości z małych rzeczy, życie- nic dodać, nic ująć. A do tego wszelakie możliwe odcienie, w tym blaski i cienie, miłości. Świat uczuć przedstawiony w książkach autora jest równie skomplikowany i ,z tego co zauważyłam, nie są to jedynie westchnienia i uniesienia typowe wielu romansidłom. Bohaterowie targani są wielokrotnie sprzecznymi emocjami. Miłość, nienawiść, furia, wściekłość, radość, euforia, przeraźliwy smutek. Ciekawe statystyki powstałyby po analizie powieści Sparksa pod kątem przeżywanych przez bohaterów emocji oraz zachodzących w nich zmian. W związku z tym, że we mnie nie raz grają w duszy różne dźwięki, z pewnością dlatego autor ten przypadł mi tak do serca. Nic dziwnego, że tłumaczą jego powieści na ponad 30 języków!

jesienna milosc

Na wielkim ekranie

Nie przesłodziłam? Jeśli ciut, to wybaczcie. Za chwilkę zmieniam ton. Mianowicie pod lupę wezmę filmy powstałe na motywach powieści Nicholasa Sparksa. Jest ich kilka m.in „Noce w Rodanthe”, „Szkoła uczuć”, „Ostatnia piosenka” czy „Najdłuższa podróż”. Każdy, kto czyta i ogląda lub też ogląda i czyta (zależnie od kolejności) szybko zorientuje się, że ekranizacje zwykle niewiele mają wspólnego z powieściami. Nie ma w tym nic dziwnego, bo większość filmów powstało w Stanach, gdzie fabuła musi mieć odpowiednie elementy, dramatyczne sceny i przewidywalne happy end. Kiedy oglądałam „Szkołę uczuć”, byłam pod takim wrażeniem, że do dziś to jeden z moich ulubionych filmów, mimo, że jego premiera miała miejsce w 2002. Po kilku latach dowiedziałam się, że jest to ekranizacja książki, w której po przeczytaniu… nie znalazłam zbyt wiele z zapamiętanej historii. Nie zmienia to faktu, że książka była również rewelacyjna. Jednak trudna do porównania z filmem.

ostatnia piosenka

Dlaczego, ach dlaczego?!

I tak czytałam i oglądałam lub też oglądałam i czytałam celem znajdowania różnic i podobieństw, aż w końcu, poprzez udział w wymianie książkowej, moja uwaga padła na „Ostatnią piosenkę”. I zasadnicze pytanie brzmi: Dlaczego sam autor, który jest jednocześnie scenarzystą filmu, zmienił prawie całkowicie fabułę, zabierając z niej kluczowe postacie i spłycając do granic możliwości pozostałych bohaterów, ich myśli, zachowania i uczucia?! Ja rozumiem, że może miał dwie wersje i nie mógł się na jedną zdecydować, ale to jak przejechanie walcem po własnej powieści! Nie wiem, jak pozostałych czytelników, ale mnie obdarta z emocji ekranizacja nie zachęca do czytania. Może tu chodzi o dostosowanie do umysłów odbiorców? Może wymogi Hollywoodu?  Może wybór aktorów, którzy przedstawiają swoje wersje wydarzeń i interpretacje? Pojęcia nie mam. Wiem jedno: jeśli Nicholas Sparks przyjedzie jeszcze do Polski, zagadnę go na ten temat.

Jednakże żadna ekranizacja, chociaż nie wiem jak zepsuta i beznadziejna, nie zniechęci mnie do czytania książek Nicholasa Sparksa. Dlaczego? Dlatego, że lubię historie, w których nie jest łatwo, a bohaterowie najpierw muszą zmierzyć się z różnymi barykadami życiowymi, żeby osiągnąć odrobinę spokoju. Takie jest życie, dlatego czytanie jego powieści to jak próba radzenia sobie z własnymi trudnościami, z nadzieją, że kiedyś wyjdzie słońce.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “W pogoni za „babskim pisarzem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s