Ostatni uścisk dłoni

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie wielkie emocje, wzruszenia oraz negatywne fluidy sprzyjają pisaniu. Nie mogę inaczej poradzić sobie z trudnymi uczuciami i dziwnymi zawirowaniami losu, niż coś skrobnąć. Stąd wzięło się dzisiejsze opowiadanie. Zapraszam do czytania. 

20180503_131636

Ostatni uścisk dłoni

Obudziła się zlana potem. Kolejny raz sen o dramatycznej próbie ucieczki. Bez powodzenia. Przetarła oczy wierzchem dłoni i spojrzała na zegarek. Zbliżała się 22, a męża nie było widać. Ile to już dni spędziła sama w czterech ścianach maleńkiej kawalerki, gdy on pochłonięty był pracą zawodową i po godzinach. Nie mogła płakać, nie teraz. Przecież obiecała.

Z trudem podniosła się z łóżka, automatycznie dotykając brzucha. Był na swoim miejscu, wielki niczym arbuz, tyle, że w środku znajdował się mały mieszkaniec, dający co rusz o sobie znać bolesnymi kopniakami.

I właśnie teraz, w tym momencie poczuła… Cieniutka strużka wody popłynęła wprost na podłogę zupełnie bez zapowiedzi. Zaczęło się.

Drżącymi rękami odnalazła telefon, wybierając numer męża. Odebrał po chwili.

-Rodzę- szepnęła, nie czując się najlepiej.

-Będę jechać. Czekaj w domu. Nie denerwuj się- usłyszała- Przyślę kogoś po Ciebie, bo dojazd zajmie mi z godzinę. Nie bierz taksówki.

-Boję się

-Nie bój się. Kocham Cię. Niedługo będę- rozłączył się.

Czuła ból i ciepłe łzy na policzkach. Chciałaby umieć je powstrzymać. Musi być silna. Musi dać radę. Jest zadaniowcem.

-Wszystko będzie dobrze- powtarza na głos, a potem już spokojniej, wprost do brzucha dodaje- Zbieramy się, maluszku.

Po omacku sięga po ubranie, buty. Wyciąga wielką torbę zapakowaną do szpitala na długo przed terminem. Sprawdza, czy w teczce są wszystkie niezbędne dokumenty. Próbuje złapać oddech, gdy pojawia się kolejny skurcz, tym razem silniejszy.

Gdy domofon przerywa nocną ciszę głośnym terkotaniem, automatycznie przyciska na guzik i przekręca klucz w drzwiach. Mąż musiał strasznie szybko jechać…

Dzwonek. Zdumiona naciska na klamkę i przestaje na moment oddychać.

W drzwiach stoi on. Ostatnia osoba, której mogła się spodziewać. Ostatnia osoba, którą chciałaby zobaczyć w takiej chwili. „Przyślę kogoś”- gdy mówił to, nie wiedziała, że może  mieć na myśli jego. Najlepszy przyjaciel męża. Nienawidziła go. Bo? Ot tak. Głównie z zazdrości. Bo spędzali razem dużo czasu, bo potrafili godzinami rozmawiać przez telefon o każdej porze, bo był szowinistą drwiącym z niej przy każdej możliwej okazji.

Już chce zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, gdy pojawia się kolejny bolesny skurcz. Karol czeka cierpliwie. Ona wie, że ma doświadczenie, bo pomagał już raz rodzącej.

Chwyta walizkę, podaje jej kurtkę i pomaga zamknąć mieszkanie. Schodzą do samochodu. Chłodny letni wieczór. Wiatr rozwiewa jej krótkie włosy, podczas gdy on ze spokojem pakuje wszystko i czeka bez słowa, aż ona wsiądzie i zapnie pasy. Dlaczego teraz nie drwi w niej? Przecież mógłby się odezwać…

Nie pamięta drogi do szpitala ani pytań zadawanych przez pielęgniarki na izbie przyjęć. Skulona wbija się w niebieskie krzesełko poczekalni. Słyszy, jak Karol rozmawia przez telefon. Irytuje ją jego głos i dźwięk melodyjki, którą przed chwilą usłyszała. Jest przerażona i skołowana. Już nie hamuje łez. To nie tak miało być.

Odruchowo gładzi napinający się brzuch. Musi dać radę. Musi być silna. Dziecko musi si urodzić całe i zdrowe.

Karol przerywa jej myśli, siadając obok.

-Auto nie chce odpalić. Jeszcze nie wyjechał.

Dlaczego mąż nie zadzwonił do niej?! Dlaczego los postawił ją w takiej sytuacji?! Bez niego nie będzie mieć odpowiedniej siły by to przetrwać.

-No to zapraszam- położna woła z końca korytarza-Męża też.

-To nie jest mój mąż-sama nie wie kiedy te słowa z niej wychodzą, ale kolejny skurcz nie pozwala na dokończenie zdania.

Jest przerażona. Przerażona, jak nigdy dotąd. Nie chce zostawać sama. Nie w tej chwili. On widzi jej pełne strachu wołające o pomoc wielkie ciemne oczy.

-Jestem przyjacielem- czuje, jak Karol łapie ją za rękę i mocno ściska- Chodźmy.

Kolejne minuty mijają niczym koszmarny sen. Chciałaby, żeby to wszystko już się skończyło. Cierpienie, niepokój, poczucie osamotnienia. Wbiegający i wybiegający personel każe oddychać głęboko. Ma wrażenie, że świat dociera do niej gdzieś zza szyby, zza gęstej mgły, jakby była bohaterką oglądanego z zewnątrz filmu. Nie rozumie, co się z nią dzieje. Dlaczego ją to spotkało? Dlaczego mąż ją zawiódł?

Kiedy każą jej się położyć, przypomina sobie sen o ucieczce. Ale nie ma dokąd uciec. Czuje się sparaliżowana. Chce krzyczeć, ale z bólu nie wydobywa się z niej ani jedno słowo, tylko prawie bezgłośny jęk.

-Dasz radę- nagle czyjeś ciepłe ręce głaszczą ją po głowie, odgarniając z czoła mokre kosmyki włosów.

Zupełnie zapomniała o obecności Karola. Nie ma już w niej jednak złości ani zazdrości. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego ten zupełnie obcy człowiek, którego żarty tak ją drażniły, jest tu teraz przy niej. Co za ironia losu!

Chce spojrzeć mu w oczy. Odwraca głowę w stronę, gdzie za okularami kryje się zbolałe, ale spokojne spojrzenie. Mężczyzna uśmiecha się.

Nagle jej ciało przeszywa olbrzymi ból. Nigdy nie czuła czegoś podobnego. Widzi ruch wokół siebie. Ktoś mówi coś podniesionym głosem, coś krzyczy. Przez chwilę nie wie co się dzieje. Co to za krzyk? Dziecko! To jej dziecko!

-Udało ci się-Karol mocno ściska jej dłonie, są prawie sine.

-Żałuję, że nie poznałam się na Tobie wcześniej- szepczą z trudem jej spękane suche usta.

Mężczyzna chce jej odpowiedzieć, ale głos zamiera mu w gardle ze wzruszenia. Czuje, jak drobne palce wysuwają się z jego uścisku. Odeszła.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s