Z kapustą w staniku. Odcinek 10 Dietka

Mówi się, że po porodzie mózg kobiety jest jak kalafior. Niby podobne, a jednak to drugie z myśleniem ma niewiele wspólnego. Stąd niebezpiecznie wzrasta skłonność do poddawania się wszelkim przejawom prania mózgu.

Kiedy Carambola niczym najpilniejszy uczeń uczęszczała do szkoły rodzenia, wiedziała, że nie ma czegoś takiego, jak dieta matki karmiącej. Kiedy czytała artykuły na temat karmienia, wiedziała, że nie ma czegoś takiego, jak dieta matki karmiącej. Kiedy słuchała doradcy laktacyjnego, wiedziała, że nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej. Lecz wystarczyła jedna wizyta położnej i pranie mózgu gotowe. Szlak trafił wszelką wiedzę i ideały.

Położna pozaglądała tu i tam, obejrzała dziecko i wręczyła obolałej i wyspanej niczym sowa po nocnych łowach Caramboli arkusz z opisem diety do przestrzegania. Na owej kartce tabelka niemała. W jednej rubryce to, co można, a w drugiej- absolutnie nie. Młoda matka od razu dostrzegła dysproporcje między „można” a „nie” na korzyść dla „nie”. Stwierdziwszy, że łatwiej zapoznać się z mniejszą tabelką, wzięła się za jej czytanie.

A tam. Chleb biały bez masła z pieczywa. Gotowany indyk lub wieprzowe mięso wyłącznie pieczone w bardzo niewielkich ilościach (najlepiej raz w tygodniu). Z warzyw ziemniaki i marchew tylko gotowana, a z owoców jabłko pieczone też niezbyt często, a najlepiej ostrożnie. Pieprz, sól i woda do picia. Soków broń Boże, ewentualnie kompot z jabłek (jak w wierszu o robaczku), ale dopiero po miesiącu. Zero sera, mleka, jajek, jogurtów i słodyczy z wyjątkiem białego cukru w kostkach. Bez sałaty, pomidora, ogórka, pomarańczy czy banana. I ani jednego nawet orzeszka. Co do czekolady i kakao-podchodzić, jak wampir do czosnku.

Wyprana przez położną Carambola posłuszna zwykle wszelkim nakazom i zakazom niczym potulny psiak rozpoczęła dietę.

DSC04148Kolejne dni mijały sobie mniej lub bardziej spokojnie. Tatko siedząc obok na kanapie jadł jak człowiek,  mama zaś jak pacjent szpitala na kontrakcie z enefzetem . Od samego patrzenia na Tatkę ciekła ślina (i to nie to, co myślicie…). Z każdą chwilą oboje mieli wrażenie, że coś im umyka. To kilogramy wraz z kolorami życia na policzkach. Ponadto odgłosy z pustego brzucha przeniosły się na krtań i Carambola zaczęła burczeć na  Tatkę. Słaniając się na nogach, próbowała ogarnąć domowy bałagan i dziecko. Nie na długo sił jej jednak starczyło. Pewnego dnia musiało ich odwiedzić pogotowie.

Lekarz zajrzał tam i tu i zapytał:

-A co Pani je?

-Na śniadanie chleb z wodą. Na obiad marchewkę, ziemniaki i gotowane mięso.  Na podwieczorek jabłko pieczone, a na kolację ryżowy kleik na wodzie.

-I tak codziennie?

-Tak, proszę pana doktora.

Doktor nieśmiało popukał się w głowę, niby to poprawiając stetoskop. Spojrzał głęboko w ciemne oczy Caramboli rysujące się wyraźnie na twarzy trudnej do odróżnienia od ściany z tyłu.

-Proszę jeść normalnie. Zanim Pani zniknie.

-Ale jak to. A dietka?A karmienie?A położna i jej tabelka ?

Młodej matce nagle jakby ktoś w łeb stuknął workiem z pełnymi pampersami i nagle przypomniała sobie tajniki nauczania ze szkoły rodzenia. Mitologia diety matki karmiącej. O dzięki ci, doktorze za wyleczenie z amnezji!

Niewiele myśląc sięgnęła po telefon.

-Restauracja „Kuchnia pod kurczakiem”, kuchnia domowa-odezwał się głos w słuchawce. -Te… No… Ja poproszę schabowego z frytkami i surówką, placki ziemniaczane i naleśniki z serem na dowóz, a na deser ciasto jakieś, byle nie z jabłkami.

A co. Żegnaj dieto cud!

Reklamy

2 myśli w temacie “Z kapustą w staniku. Odcinek 10 Dietka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s