Z kapustą w staniku. Odcinek 13 Sezon na odwietki

– Sezon na odwietki czas zacząć – powiedziała sama do siebie Carambola, rozłączając się po rozmowie z ciotką.Ta zapowiedziała przybycie całej rodziny na wizytę. Sądząc po tonie z jakim ciotka zamierzała się wprosić by po raz pierwszy zobaczyć maleństwo, miała to być raczej wizytacja. I to z sanepidu.

-Zupełnie nie kłopocz się poczęstunkiem. Wystarczy nam obiad. Może być też coś na deser. Na przykład tiramisu. Wujek uwielbia tiramisu. I nie sprzataj specjalnie dla nas. My sami swoi. Aby było czysto – ciotka udzielała szczegółowej instrukcji przed odwiedzinowej. Mogła by dodać jeszcze równie dobrze „upiecz tort i umyj okna”.

-Dla Jezuska nie myłam, to i dla ciotki nie będę- Carambola nic sobie nie robiła z tych uwag. Kurze starła na widoku, odkurzyła i sprawdziła zapas herbaty. Najwyżej goście z oburzenia nie zabawią długo.

Nadszedł ten oto wielki dzień. Odwietki. Wszyscy, czyli ciotka mężem i dziećmi nastoletnimi z twarzami w smartfonach, elegancko ubrani i pachnący jak drogeria wparadowali z hukiem, ściskając Carambolę od drzwi i wypełniając sobą nikłą przestrzeń kawalerki. Nikt nie zdjął butów. Nikt nie miał też zamiaru umyć rąk. Lukrecja jeszcze spała za ścianą, nieświadoma zbliżającego się zagrożenia. Gdyby tak można było zamknąć ja na klucz i wydobyć dopiero po wizycie.

Ciotki usiedli gdzie było miejsce i zażądali herbaty. Nie zażyczyli. Dokładnie: zażądali, jakby  dodając w myślach „Zrób to szybko,  Janie”. Carambola parzy herbatę, potem robi  kanapeczki, podaje kupione w piekarni ciasto. Ze zgrozą patrzy, jak rośnie w zlewie góra talerzy. Sama nie bierze nawet łyka zrobionejherbaty, która nabrała już zapewne temperatury minusowej.

DSC04154Bieg tu, bieg tam. Wody, nowy kubeczek, upadła łyżeczka, daj serwetki, gdzie ręcznik dla gości… Jak dobrze, że dziecię śpi!

Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy i córka oznajmia koniec drzemki wniebogłosem. W różowej sukience przesłanej jeszcze przed narodzinami przez ciotkę, ubranej specjalnie z tej okazji, maleństwo wygląda cudnie. Tak cudnie, że każdy chce brać ją na ręce. Gdyby wzrok mógł zabijać, Carambola miałaby 4trupy do ukrycia. Zabierać ręce niemyte mydłem antybakteryjnym od mojego dziecka! Sio! Głośno zaś zaznacza, że po przebudzeniu Lukrecja jest zwykle maruda i lepiej żeby została u mamy.

Płacz się wzmaga, dając do zrozumienia fakt o narastajacym głodzie.

-Nakarm ją. Śmiało -stwierdza ciotka.

Jasne. To nie klub nocny żebym miała cycki ludziom pokazywać. Dyplomatycznie zaś Carambola oznajmia, że dziecko woli spożywać posiłek w samotności. Ucieka więc od towarzystwa do drugiego pokoju, dokąd dobiegają ją rozmowy na tematy polityczne i gdzie spędzili wakacje poszczególni sąsiedzi. Kogo to interesuje?! Swego życia nie mają? Niech by już sobie poszli i dali nam latać w koszuli nocnej i pajacu. Lukrecja ciągnie za koronki sukienki. Nie bardzo wie do czego to służy, bo nawykla do luźnych rampersów i bodów.

-Co  tak długo?- woła ciotka.

To nie fast food- chce się odpowiedzieć. Tu się je porządne dwudniowe danie.

Może jak dłużej zostaną sami to zpomną o nas i sobie pójdą- mszepce Carambola do córki.

Wtedy wraca Tatko i są uratowane. Tatko szybko potrafi pogonić gości niechcianych. Została po nich tylko kupa talerzy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s