Marzenia o drugiej książce

Kilka lat po ukazaniu się „Zołzy” nabrałam chęć na uwolnienie z szuflady kolejnej opowieści. Tym razem był to zbiór opowiadań o kobietach i mężczyznach, nasycony ironią i stereotypami. Długo nad nam pracowałam, edytując w nieskończoność tekst i postacie. Chciałam coś przekazać. Nadarzyła się ku temu dobra okazja. Otrzymując stypendium ministerialne, miałam możliwość wydać kolejną książkę.

Tropem wydawcy

Na początku przyszła do mnie myśl żeby wysłać swój zbiór opowiadań do jakiegoś wydawnictwa. Jednak szybko zrezygnowałam z tej idei, znając realia rynku książki. Jeśli nie jesteś krewnym i przyjacielem królika lub sławną postacią typu Agnieszka Chylińska czy Iza Kuna (co kto lubi), to twoje pisanie ma niewielką szansę na przebicie się. Wydawcy dostają setki (tysiące?) propozycji. Niektóre odpadają w przedbiegach. Nieumiejętne nadanie tytułu i … po zawodach. Dlatego też, gdy trafiła mi się szansa związana ze stypendium, postanowiłam zaryzykować i wydać coś na własną rękę. Szukanie wydawcy łatwe nie jest. O ile samych wydawnictw jest całe mnóstwo, to podjęcie decyzji, którego wybrać, to dopiero sztuka. Niestety mi się ta decyzja nie udała (o czym potem).

Wybrałam takiego wydawcę, który miał dobrą cenę za druk, sprzedaż elektroniczną, zniżkę dla autora,a przede wszystkim nie odbierał mi praw autorskich (jak to niestety czyni wielu. Redaktor stwierdził, że nie ma za wiele do poprawy, a grafik zaprojektował okładkę taką, jak chciałam (po pierwszej książce pamiętając jakie to ważne). I w 2011 roku książka ukazała się drukiem.

SAM_4354

Echo tamtych dni

W związku z tym, że miałam już kliku czytelników, informacja o nowym wydaniu szybko się rozeszła. Chętnie rozdawałam książki znajomym i przyjaciołom. W końcu miałam niższą cenę dla autorów. Szczególnie miło wspominam spotkanie autorskie w bibliotece miejskiej zorganizowane dzięki jednej z radnych. Było ma nim tyle znajomych osób i między innymi mój dumny Tata. Najbardziej podobał mi się kontakt z młodymi dziewczynami, które też coś tam zaczynały tworzyć. Mogłam pokazać, że warto wierzyć w swoje marzenia.

Kto chciał, mógł zamówić książkę na stronie wydawcy i nie tylko. Byłam zadowolona, bo zależało mi nie tyle na sprzedaży, co na tym, żeby ktoś przeczytał moje opowiadania. Chciałam żeby ich przesłanie dotarło do ludzi.

Kawaleria i kawalerki

O czym była przedstawiona przeze mnie  historia? Nietrudno się domyślić (znając mnie). Książka zawierała zbiór opowiadań o mieszkańcach dwóch kamienic. W jednej same kobiety, w drugiej mężczyźni. Kawalerowie i kawalerki, czyli skrajni bohaterowie składający się w stu procentach ze stereotypów. Żyją sobie według swoich zasad i czekają na miłość. Oprócz czekania robią niewiele więcej w celu realizacji marzeń. Jest wśród nich  między innymi pozbawiona odpowiedzialności Tylkonieja Niechceodpowiadać czy rozmodlona bezgranicznie Aniela Wiecznieamen, a także zadufany w sobie pewien Grubasek Cotonieon czy też poeta przeświadczony o swojej sławie. Same nazwiska noszą już cechy osobowości, które podkreśliłam. Siedzą sobie w swoich domkach i myślą o tym, co mogliby robić, gdyby faktycznie klapki spadły im z oczu. Ponoć, zdaniem czytelników, książka jest lustrem i każdy może w niej znaleźć odrobinę siebie.

Kłopoty

Kłopoty z książką zaczęły się kiedy najpierw została wycofana z księgarń, a później nawet ja sama nie mogłam jej kupić. Kontaktu z wydawcą brak. W jednej z komercyjnych TV film o tym, że książki przestały być wydawane. Skracając całą historię do jednego zdania: książek w większej ilości nie zobaczyłam ani ja, ani czytelnicy, a sprawa skończyła się w sądzie. Przestrzegam zatem przed wydawaniem swojej twórczości w małych wydawnictwach. Może to się bardzo źle skończyć. Napiszę kiedyś na ten temat oddzielny artykuł.

Opowiadania z morałem

Mimo wszystko cieszę się, że „Kawaleria i Kawalerki” ujrzały światło dzienne. Mimo małej liczby osób, które dotarły do książki, wszystkie opinie na jej temat były dla mnie bardzo wartościowe. Jeśli kiedyś znajdę czas, może ponownie je opublikuję. Ważne jest dla mnie to, żebyśmy zobaczyli swoje wady i pozbyli się ich na rzecz pracy nad sobą, zamiast marnego poszukiwania miłości nierealnej, która sama, bez naszej pomocy ani do nas nie przyjdzie, ani się przy nas nie utrzyma. Czy mam w sobie coś z moich bohaterów? Pewnie. Każdy coś z nich ma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s