Z kapustą w staniku. Odcinek 44 Szklarnia

Saharyjskie powietrze (z mnóstwem piasku zresztą). Tropikalne upały. Nagłe i nieprzewidywalne burze z gradem. Wenecja w Białymstoku po większych ulewach. Nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, żeby było niczym na wakacjach. Carambola tuptała po osiedlowym parczku, pokazując Lukrecji kwitnące piwonie, jaśminy i floksy. Jeśli nie macie wyobrażenia o tym, jak wyglądają owe gatunki, odsyłam do atlasu, a na chwilę obecną wyobraźmy sobie po prostu PIĘKNE KWIATKI w przyblokowych ogródkach.

Carambola tuptała więc w tym klimacie, rozpływając się przy temperaturach o wysokiej kresce i wysiłku fizycznym wymagającym uniesienia ważącej już prawie dychę córeczki. Ta, odziana w uroczy różowy kapelusz i czerwone okularki w kształcie serduszek, rozglądała się wokół z ciekawością godną naukowca. Było tak za każdym razem, kiedy opuszczały swój skromny przybytek o małej liczbie pokoi.

Idą, idą, spacerują, aż tu nagle na placu zabaw widok taki: matka z wózkiem. Zapytacie, cóż w tym dziwnego? Matka z wózkiem na placu zabaw, to jak korek w centrum po szesnastej. Ale ten wózek nie przedstawiał się akurat najlepiej. Otwarta budka, na budce pielucha, druga pielucha zwisa aż do końca gondoli, zakrywając jej zawartość. Można by było dociekać, czy wewnątrz na pewno znajduje się bobas, ale po co. Kto o zdrowych zmysłach wychodzi na plac zabaw z pustym wózkiem?!

Powiedzieć? Nie powiedzieć! Powiedzieć? Nie powiedzieć! Powiedzieć? Nie powiedzieć! Nie ma żadnej stokrotki do wróżenia na podorędziu…

20190606_154246[1]

Powiedzieć? Nie powiedzieć!

Powiedzieć, bo tu o dobro dziecka przecież się rozchodzi.

Nasza bohaterka niestety mało bohatersko, ale podchodzi do matki wózka i nieśmiało zaczyna:

-Przepraszam najmocniej. Nie chciałabym pani urazić. Ale jest teraz taka kampania, że… Bo taka szklarnia się robi… No i eee…

Mama wózka patrzy tępo, oderwana od telefonu, palec jeszcze nie zdążył przestać przewijać. Patrzy zdecydowanie jak na kosmitę, ale Carambola nabiera pewności swoich słów. Nie godzi się przecież przechodzić obojętnie…

-Bo to nie można tak przykrywać wózka pieluchą ani kocem, bo dziecko może udaru dostać! Tam się robi za gorąco w wózku, jakby w szklarni!- wyrzuca z siebie w tempie iście karabinowym.

-Pani chyba oszalała!- wrzasnęła kobieta- Wariatka normalnie! Zaczepiać ludzi na placu zabaw! Trzymajcie mnie. Wara ci babo od mojego dziecka! Wara! Moja babcia tak robiła, moja mamusia tak robiła i ja też tak będę robić!

Ale Carambola już nie słuchała. Niezbyt zadowolona z siebie, uciekając przed złowrogim pokrzykiwaniem nieznajomej, pomyślała tylko: „Jej mamusia tak robiła i dlatego niezłego buraka w tej szklarni wyhodowała…”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s